ZOMBIE - Stopień realności...

2014-01-31 13:42

 

Festiwal Voodo - Benin

 

Pojęcie "zombie" wywodzi się z kultu voodoo, mającego swój początek w zachodniej części Afryki i wcale nie oznacza osobę, która chce zjeść ludzki mózg. Według wyznawców tych wierzeń, żyjących obecnie głównie na Haiti i w południowej części USA, zombie to osoba silnie zniewolona, która nieświadomie wykonuje polecenia osoby kontrolującej ją. Wierzenia te oczywiście przetrwały do dnia dzisiejszego, mimo iż w 1968 roku pojawił się pierwszy film z zupełnie innymi, krwiożerczymi zombie w roli głównej: "Noc żywych trupów". Do dnia dzisiejszego pojawiło się wiele filmów i gier komputerowych z tego typu zombie a obraz martwych ludzi, którzy wstają z grobu i poszukują żywności w postaci ludzkiego mięsa, rozpowszechnił się w kulturze masowej, choć niewiele ma to wspólnego z kultem voodoo.
 
 
Według licznych doniesień, kapłani voodoo (houngan, mambo lub bokor) tworzą biały, sproszkowany związek, noszący nazwę "coupe poudre". Zawarte w nim składniki potrafią zamienić człowieka w zombie. W 1980 roku, etnobotanik z Uniwersytetu Harvarda Wade Davis wyjechał na Haiti aby zbadać sprawę. Jego zdaniem każdy kapłan voodoo stosuje różne składniki dla utworzenia tego proszku, jednak do stałych składników należą spalone i rozdrobnione szczątki ludzkie (najczęściej kość), mała żaba drzewna, wieloszczety, ropucha Blomberga oraz ryby z gatunku rozdymkowatych, które zawierają silnie toksyczną tetrodotoksynę (TTX). Jej subletalne dawki powodują iż oddychanie jest na niskim poziomie, trudne do zaobserwowania; częstotliwość tętna w pobliżu zera, jednak człowiek prawdopodobnie pozostaje świadomy i przytomny.
 
 

Davis twierdzi, że osoba narażona na pewną ilość proszku zombie zawierającego TTX może popaść w stan wegetatywny, przypominający śmierć. Wkrótce po tym jak dana osoba jest pochowana, jego ciało jest ekshumowane przez kapłana voodoo, który zyskuje nad nim kontrolę dzięki ciągłemu podawaniu psychoaktywnego związku, zawartego w ziele Jimsona. Narkotyk powoduje delirium i dezorientację a człowiek staje się niezdolny do normalnego funkcjonowania.

Według pewnej publikacji Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego, w 1962 roku niejaki Clairvius Narcisse został przyjęty do szpitala Alberta Schweitzera w Port-au-Prince z poważnymi problemami oddechowymi. Gdy zapadł w śpiączkę, po pewnym czasie został uznany za zmarłego przez dwóch szpitalnych lekarzy a po krótkim czasie został pochowany. Po 18 latach, mężczyzna niespodziewanie pojawił się na rynku wiejskim i oznajmił Angelinie Narcisse, że jest jej bratem, opowiadając również historię o tym jak został pochowany żywcem, potem wykopany i zniewolony na odległej plantacji cukru. Zarówno rodzina jak i lekarze potwierdzili, że jest to Clairvius Narcisse, pochowany w 1962 roku.

 

Kapłani voodoo wykorzystują w tym celu narkotyki. Amerykańska armia posiada broń mikrofalową, która mogłaby zostać wykorzystana do kontrolowania ludzi i ich zachowań i kto wie czy tak też jest w rzeczywistości. Technologia pozwala generować głosy w ludzkich głowach, co pozwala na stworzenie własnego niewolnika, coś w rodzaju zombie z religii voodoo. Natomiast jeśli chodzi o żądne krwi zombie, wielokrotnie przedstawiane w filmach i grach komputerowych, to według niektórych mikrobiologów mutacja wścieklizny może doprowadzić do prawdziwej epidemii chodzących zwłok.

 

++++++++++++++++++++

Zombie z Afryki

Autorem zaskakującej relacji o spotkaniu z afrykańskim "żywym trupem" był antropolog Bruce T. Grindal (1940-2012), który w październiku 1967 r., przebywając wśród ludu Sisala w Ghanie, wziął udział w niezwykłej ceremonii żałobnej. Goka - pogrzebowi śpiewacy, rozpoczęli nad ciałem zmarłego specjalny rytuał. Po długich przygotowaniach zdarzyło się coś, czego zachodni światopogląd Grindala nie był w stanie zaakceptować.

Podczas hałaśliwej ceremonii antropolog zauważył, że ciało zmarłego drga. Początkowo wziął to za złudzenie i wkrótce dał się porwać ekstatycznej atmosferze. Niebawem odnotował: "Wydobywające się z niesamowicie delikatnych ust i palców goków nitki światła, padały na głowę i palce martwego człowieka. Zwłoki, targane spazmami, wstały na nogi, kręcąc się i szaleńczo tańcząc."* Doznanie z pogranicza jawy i zmienionych stanów świadomości, do których klucz stanowiły substancje psychoaktywne, miało wiele wspólnego z praktykami z drugiej strony Atlantyku.

Afrykańska nekromancja wyemigrowała do Nowego Świata na statkach handlarzy niewolników. Jej najsłynniejszymi praktykantami stali się czciciele voodoo (także vodun lub vodou) - synkretycznej religii powstałej z połączenia wierzeń afrykańskich, chrześcijaństwa i spirytyzmu. Wyznawcy kultu, nazywający siebie "sługami duchów", koncentrują się głównie na Haiti, w południowych stanach USA (m.in. w Luizjanie i na Florydzie) a także na Karaibach.

Wewnętrznie zróżnicowane voodoo opiera się na kulcie duchów loa (lwa) - pośredników między bogiem (Bondye) a ludźmi. Polakom nieco szokujący może wydać się fakt, że jedna z bogiń, patronka macierzyństwa i obrończyni kobiet - Erzulie Dantor - przedstawiana jest zwykle pod postacią częstochowskiej Czarnej Madonny. Stanowi to ślad wpływu polskich legionistów, którzy osiedlili się na Haiti w początkach XIX w., po zakończonej klęską wyprawie mającej stłumić powstanie w tej byłej francuskiej kolonii.

Haitańscy adepci czarnej magii strzegą pilnie pewnego kontrowersyjnego sekretu. Bokor (czarownik) lub houngan (kapłan) mogą sprawić, że osoba uznana za zmarłą wróci do życia i pozostanie pod ich pełną kontrolą. Znanych jest wiele przypadków ludzi, którzy ocknąwszy się z "zombie-transu" wracali do domu wiele lat po swoim pogrzebie.

 

Nieumarli wracają do domu

Antropolodzy zainteresowali się haitańskimi opowieściami o powrotach zza grobu w pierwszej połowie XX stulecia. W latach 30. Zora Neale Hurston (1891-1960) - czarnoskóra amerykańska pisarka przekonana o realności fenomenu zombie, przekazała czytelnikom wstrząsającą historię Felicii Felix-Mentor, którą w 1936 r. znaleziono błąkającą się w pobliżu rodzinnej wsi. Zabrana do szpitala starsza kobieta została wkrótce rozpoznana przez męża, który pochował ją w… 1907 r.

Hurston, która widziała żywe zombie w szpitalu w Gonaives, tak opisała swe wrażenia: "Pusta twarz i nieobecne spojrzenie. Powieki wokół jej oczu były całkowicie białe, jak gdyby wypalone kwasem. Nie można było do niej nic powiedzieć i nic z niej wydobyć - pozostało jedynie przyglądać się, choć widoku tego ludzkiego wraku nie dało się długo znieść."**

Mentor pozostawała nieświadoma tego, co dzieje się wokół niej i okazjonalnie parskała śmiechem. Nie wiadomo, gdzie była przez 28 lat, choć Hurston miała pewne przypuszczenia, które okazały się trafne w przypadku innego zombie - Clairviusa Narcisse’a.

Pod koniec kwietnia 1962 r. mężczyzna trafił do szpitala w Deschapelles z gorączką i bólem mięśni. Jego stan wkrótce się pogorszył i Narcisse zmarł wczesnym popołudniem 2 maja. Następnego dnia pochowano go na cmentarzu niedaleko L'Estere. Jednak w 1980 r., ku przerażeniu starszej siostry, która była świadkiem jego zgonu, Clairvius pojawił się na miejskim rynku. To, co opowiedział brzmiało lepiej niż scenariusz niejednego filmu o zombie.

Jak twierdził, w wyniku konfliktu o podział ojcowizny, brat nasłał na niego czarownika, który podał mu tzw. proszek zombie. Zatruty Narcisse popadł w stan przypominający śmierć, ale zachował świadomość. Po pogrzebie został wybudzony ze śpiączki i sprzedany wraz z innymi zombie jako niewolnik na plantację w północnej części Haiti. Czarownik utrzymywał ich w pełnym posłuszeństwie przemocą i narkotykami, jednak pewnego dnia zginął w bójce, a ocuceni z transu niewolnicy rozeszli się po wyspie. Przez kilkanaście lat Narcisse pracował jako robotnik najemny, a do L'Estere wrócił dowiedziawszy się o śmierci brata.

Historia mężczyzny zamienionego w zombie przykuła uwagę zagranicznych mediów, a badacze powątpiewający w tożsamość Narcisse’a niebawem przekonali się, że jest on rzeczywiście tym, za kogo się podaje. Nie był to jednak odosobniony przypadek. Obanis Pierre, pochowany w październiku 1977 r. w Thomazeau, wrócił do domu po pięciu latach. Jak mówił, został zamieniony w zombie i sprzedany hounganowi, po którego śmierci uciekł i szukał drogi do rodzinnego miasta. Wywoławszy szok i pochorowawszy się po powrocie, Pierre przewieziony został do Centrum Psychiatrii i Psychologii w Port-au-Prince. Bycie zombie pozostawiło trwały ślad na jego zdrowiu - lekarze orzekli, że jego 30-letni organizm wyglądał na dwa razy starszy.***

 

Proces zombifikacji

Przypadki Rudy’ego Eugene’a, Felicii Felix-Mentor i Clairviusa Narcisse’a mają wspólny mianownik jakim są substancje psychoaktywne. Podczas gdy kanibal z Miami znajdował się pod wpływem wywołującego stany ekstatyczne MPDV, skład "poudre" (lub coup poudre) - legendarnego proszku zombie, nadal pozostaje tajemnicą. Specjalista w tej dziedzinie - kanadyjski antropolog i etnobotanik, Wade Davis (ur. 1953), w połowie lat 80. wybrał się na Haiti, gdzie poszukiwał prawdy o procesie "zombifikacji".

Według niego czarownicy i kapłani voodoo dysponują bogatą i utrzymywaną w sekrecie wiedzą na temat produkcji i wykorzystania poudre, którego składnikiem jest tetrodotoksyna (TTC) - silna trucizna wywołująca paraliż przypominający śmierć. Według Davisa, po wykradzeniu z grobu i wybudzeniu zombie za pomocą antidotum, bokorzy i houngani, dzięki mistrzowskiemu opanowaniu chemii substancji psychoaktywnych potrafią utrzymywać ludzi w poddańczym transie jeszcze przez wiele lat. W tym celu używają głównie preparatów opartych o bieluń (Datura) zwany na Haiti "ogórkiem zombie".

Podróżując po wyspie Davis zgromadził próbki poudre od kilku różnych czarowników. Choć różniły się składem, ich podstawowymi komponentami były ludzkie prochy, substancje roślinne oraz TTC uzyskiwane z ryb rozdymkowatych. Środowisko naukowe nie zaakceptowało jednak tych wniosków i zakwestionowało możliwość przeprowadzenia zombifikacji w praktyce. Do dziś trwa spór na temat tego, jak jest naprawdę.

Dzięki Hollywood zombie stały się składnikiem popkultury. Kiczowate kino grozy ze sztandarową "Nocą żywych trupów" z 1968 r. sprawiło, że zapomniano o dużo ciekawszych korzeniach legendy. Los odurzonych narkotykami haitańskich zombie przypominał jednak bardziej dramat niż horror. Prawda na ich temat, skrzętnie skrywana przed zachodnią nauką, może nigdy nie ujrzeć światła dziennego…

++++++++++++++++++++

 
Istnieje pewna teoria, według której przyjdzie taki dzień iż żywi ludzie będą musieli stawić czoła zombie i zacznie się walka o przetrwanie. Znaczna większość podchodzi raczej do tego tematu z niedowierzaniem, pukając się w czoło. Co jeśli rzeczywiście przyjdzie taki dzień i zombie zaczną atakować żywych ludzi? Poniższy film przedstawia reklamę amerykańskiej firmy Hornady, która wypuściła na rynek kilka lat temu specjalną amunicję do walki z zombie.
 
 
 
Firma zapewnia że to nie jest żart a świadczyć ma o tym ostrzeżenie producenta umieszczone na końcu reklamy. Brzmi ono następująco:
"Amunicja Zombie Max nie jest zabawką i jest przeznaczona tylko do walki z zombie, znanymi również jako żywe trupy, nieumarli, itp. Nie należy jej używać przeciwko ludziom, roślinom czy zwierzętom."

Koniecznie należy również wspomnieć o wydarzeniach jakie miały miejsce w połowie 2012 roku w USA. W dość krótkim odstępie czasowym media informowały o przypadkach kanibalizmu. Napastnicy obierali sobie za cel zabicie a następnie skonsumowanie organów swojej ofiary. W większości przypadków kanibale zjedli część mózgu drugiej osoby. Napastnicy wyglądali jednak na zahipnotyzowanych i trudno jest powiedzieć, czy osoby te zdawały sobie sprawę z tego co robią.

Mieszkańcy USA wpadli w panikę i twierdzili, że te bulwersujące wydarzenia są spowodowane chorobą, która doprowadza do szaleństwa. Z czasem jednak pojawiły się różne teorie według których wydarzenia te mogły być spowodowane działaniem jakiegoś nowego rodzaju narkotyków czy nawet soli kąpielowych. Pojawiły się również pogłoski iż napastnik z Miami, Rudy Eugene, był nosicielem wirusa LQP-79, ale do tego jeszcze wrócimy. Amerykański rząd jedynie co zrobił to uspokajał twierdzeniami iż nie czeka ich apokalipsa, ponieważ zombie nie istnieją.

Powyższe zapewnienia jakoś nie pasują do ćwiczeń, jakie przeprowadzono na Uniwersytecie Michigan w kwietniu bieżącego roku. Jak stwierdziła Dr. Eden Wells z wydziału epidemiologii, apokaliptyczna wizja ataku zombie brzmi śmiesznie, ale jeśli przygotujemy się na każde potencjalne zagrożenie, nawet na najbardziej niewyobrażalną katastrofę - będziemy przygotowani dosłownie na wszystko. Czy jest w takim razie sens przygotowywać się na coś, co podobno nie istnieje?

Amerykański rząd nieraz ostrzegał przed zombie. Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (CDC) zamieściło nawet na swojej stronie przewodnik, dzięki któremu będziemy mogli zwiększyć swoje szanse na przeżycie, na wypadek "epidemii zmieniającej ludzi w zombie": http://www.cdc.gov/phpr/zombies.htm. Dodatkowo wspomnieć należy także o książce autorstwa Max'a Brooks'a "Zombie Survival", która
bezpośrednio traktuje o taktyce walki z Zombie. Ciekawostka - pozycja ta została wydana także w j. polskim. 
 
 
Także naukowcy wypowiadają się na temat wirusa, który ewentualnie mógłby doprowadzić do takiej katastrofy i co ciekawe okazuje się, że zagrożenie ze strony krwiożerczych zombie nie jest bynajmniej zmyślone.

Jonathan D. Dinman, profesor w Departamencie Biologii Komórkowej i Genetyki Molekularnej na Uniwersytecie w Maryland uważa, że tzw. wirus zombie istnieje w pewnym sensie pod postacią wścieklizny. Naukowiec dodał, że zakażenie wirusem wścieklizny jest niemal w 100% śmiertelne, tj. zamienia człowieka na chwilę w "żywego trupa" i przeprogramowuje jego zachowanie tak aby gryzł innych ludzi, dzięki czemu infekcja się rozprzestrzenia.

Zdaniem prof. Dinmana, wirus wścieklizny musiałby jakoś wyewoluować, ponieważ w obecnej postaci zabija swoją ofiarę zaledwie kilka dni po wystąpieniu objawów. Pierwsze objawy pojawiają się jednak po okresie inkubacji, do których zalicza się lęk, dezorientacja, omamy, ślinotok, wodowstręt (hydrofobia), światłowstręt oraz paraliż lub nadmierne pobudzenie, przypominające wściekłość. Sam okres inkubacji może trwać od 10 dni do nawet roku, dlatego zdaniem naukowca, rozprzestrzenianie się wirusa nie jest tak szybkie i niebezpieczne jak pokazują to w filmach o zombie.

Podobnego zdania jest dr. Samantha Price, naukowiec zajmujący się biomedycyną, która twierdzi iż wścieklizna kojarzy się raczej z psami, jednak wirus obecnie będzie najprawdopodobniej mutować do formy, która będzie przypominać wirusa zombie pod warunkiem, że stanie się mniej śmiertelny.

Prof. Dinman uważa, iż wścieklizna może się stać dosłownie wirusem zombie gdy nie będzie zabijać nosiciela, a zamiast tego zacznie kontrolować jego mózg i zmuszać swoją ofiarę do gryzienia innych ludzi, czyli do dalszego rozprzestrzeniania się. Wirus wścieklizny musiałby zostać przekształcony tak aby nie wywoływał ostrej infekcji, jak w przypadku wirusa Ebola który szybko zabija swoją ofiarę, tylko doprowadzał do zakażenia przewlekłego, niczym opryszczka. Ponadto, zmutowany wirus powinien pozbawić swojej ofiary zdolności do samodzielnego myślenia.

Wracając do przypadków kanibalizmu z 2012 roku, pewien mężczyzna zgłosił się w nocy 18 czerwca do miejscowego szpitala w brazylijskim mieście Santos skarżąc się na bóle głowy, zmęczenie i ogromne pragnienie. Badania krwi potwierdziły zarażenie wirusem Lyssavirus Quas Paramyxoviridae (LQP-79) a mężczyzna został natychmiast poddany kwarantannie. Dochodzenie wykazało, że jeszcze przed pojawieniem się w szpitalu był zamieszany w bójkę. Mężczyzna powiedział, że został zaatakowany przez dwie osoby w Praia Grade, które go pobiły, jednak został również podrapany i ugryziony.

Po około godzinie od dochodzenia, człowiek poddany kwarantannie stał się apatyczny, bardzo zmęczony i nie wiedział gdzie się znajduje. Następnie dochodziło do wydarzeń, które z pewnością mogłyby zostać wykorzystane do nakręcenia horroru z zombie w roli głównej. Zachowanie mężczyzny uległo niespodziewanemu i znacznemu pogorszeniu, zaczął okazywać wrogość i agresję. Według urzędników, pacjent zdołał się uwolnić z wszelkich zabezpieczeń a gdy personel i rządowi ochroniarze nie byli w stanie zatrzymać go w pomieszczeniu, zdecydowano się go zastrzelić. Chwilę później mężczyzna niespodziewanie wstał i próbował zaatakować lekarza, jednak ponownie go zastrzelono.

 

 

W tym przypadku agresywne zachowanie zostało spowodowane wirusem LQP-79 a wracając jeszcze do sytuacji w Miami, Rudy Eugene, według niektórych osób, również mógł być jego nosicielem. W artykule opublikowanym 8 lipca 2012 w Dailymail można się dowiedzieć, że badania toksykologiczne potwierdziły iż napastnik-kanibal był tylko i wyłącznie pod wpływem marihuany. Natomiast jak donosił Local10, w przeszłości stwierdzono u Eugene'a schizofrenię. Oficjalnie więc przyjęto teorię, że jego zachowanie zostało spowodowane przez te dwa czynniki: marihuana i schizofrenia.

 

fot. Rude Eugen`e (Miami Herald)

 

Teraz można się jedynie zastanawiać, czy wszystkie wymienione wyżej przypadki kanibalizmu i agresji mają związek z wirusem LQP-79 czy mutacją wścieklizny, czy może są to nic nie znaczące przypadki, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Z jednej strony temat apokalipsy zombie jest raczej wyśmiewany, jednak z drugiej strony niektóre osoby mogą doszukać się sprzeczności: pojawiają się przypadki kanibalizmu, dwaj mikrobiolodzy twierdzą że pojawienie się zombie w przyszłości (niewiadomo jak odległej) jest możliwe a amerykański rząd temu zaprzeczył. Kogo więc słuchać?

Gdydy rzeczywiście miało dojść do omawianej apokalipsy, z pewnością nie poinformowano by nas o tym wcześniej aby nie wywoływać paniki. Jednak pewnego dnia świat przedstawiony w filmach, takich jak "Resident Evil" czy "Świt Żywych Trupów" może się okazać naszą rzeczywistością.

Jako ciekawostkę w tym temacie warto podać o grzybie Cordyceps unilateralis, jaki odkryto w jednym z brazylijskich lasów deszczowych, który potrafi zainfekować mrówkę i dosłownie przejąć kontrolę nad jej mózgiem, aby przetransporotowała go do sprzyjającego wzrostowi miejsca. Przykład wzięty z natury każe się zastanowić, czy ludzkość lub niektóre osoby nie są kontrolowane w podobny sposób.
 
Cordyceps w akcji.
 
 

 

Uzupełnienie [FOTO]: