"SURA" i HAARP

2013-02-26 10:10

"Sura" i HAARP


Coraz więcej ekspertów zastanawia się, czy ostatnia seria potężnych cyklonów nie ma związku z eksperymentami nad bronią meteorologiczną

Nikaragua, Honduras i Kostaryka przygotowują się do uderzenia trzynastego w tym sezonie huraganu atakującego Amerykę Środkową, w jaki przekształca się stopniowo burza tropikalna Beta. W Nikaragui i Hondurasie ewakuowano dziesiątki tysięcy mieszkańców miejscowości leżących na zagrożonych terenach. Seria potężnych cyklonów, które w ostatnim czasie nawiedziły rejon Zatoki Meksykańskiej, wywołała szereg spekulacji na temat tego, czy były one jedynie dziełem natury, czy też miały związek z ludzką aktywnością. Obserwatorów uderza fakt, że każdy następny huragan jest potężniejszy od poprzedniego.
Pogłoski o programach badawczych zmierzających do stworzenia broni meteorologicznej, która miałyby wywoływać klęski żywiołowe, aby zniszczyć przeciwnika - nie są niczym nowym. Po serii tragicznych w skutkach huraganów, jakie przetoczyły się przez południowe stany USA, amerykański meteorolog Scott Stevens skierował głośne oskarżenia pod adresem Rosji. Stwierdził on, że huragan Katrina, który dotkliwie spustoszył Nowy Orlean, został sztucznie wywołany przez rosyjskich specjalistów wojskowych za pomocą tajnej broni meteorologicznej działającej na zasadzie generatora elektromagnetycznego. Z kolei Jerry E. Smith w wydanej również w Polsce książce "HAARP - broń ostateczna" ostrzega przed amerykańskimi pracami nad bronią geofizyczną na Alasce. Smith alarmuje, że wprowadzenie tej broni do użytku uczyniłoby jej właścicieli praktycznie bezkarnymi. Projekt HAARP oprócz manipulowania pogodą pozwalałby też na niszczenie satelitów na orbicie i międzykontynentalnych pocisków balistycznych, a także umożliwiłby sprowadzanie na wybrany obszar fal promieniowania równie niszczącego jak bomba nuklearna. Jednak doniesienia te ocenia się powszechnie za mało prawdopodobne.
Za znacznie bardziej wiarygodne uznano informacje, że w trzech ośrodkach badawczych na naszym globie trwają intensywne prace nad możliwością stworzenia nowej broni masowego rażenia, która wywoływałaby katastrofalne anomalie pogodowe. Dyrektor rosyjskiego Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego Siergiej Sniegiriew wymienia trzy obiekty na świecie, w których testuje się możliwości wywoływania zmian pogodowych na wielką skalę. - Jeden znajduje się na Alasce - renomowany HAARP, drugi w Norwegii w Tromso, a trzeci pod nazwą "Sura" mieści się u nas, w Rosji - ujawnił. "Sura" nie jest wszakże jedynym tego typu projektem badawczym, nad którym pracuje Rosja.
Według Stevensa, "w latach 60. i 70. ZSRS opracował i szczycił się swoimi technologiami modyfikującymi pogodę, które zaczęto stosować wobec USA od 1976 r.". Twierdzenia amerykańskiego meteorologa ze stanu Idaho postanowili sprawdzić dziennikarze "Nowych Izwiestiej", którzy wybrali się na poszukiwanie "supertajnego urządzenia rosyjskiego służącego do sterowania pogodą" i... je odnaleźli. Zdaniem naukowca, jeszcze za czasów sowieckich znajdowały się tam tajne instalacje, zdolne do wywierania zgubnego wpływu na pogodę w dowolnym punkcie globu ziemskiego. To sensacyjne oświadczenie zostało momentalnie podchwycone przez prasę amerykańską.

"Sura": staruszka rodem z ZSRS
Rosyjski obiekt "meteorologiczny" "Sura" jest porównywalny co do mocy z amerykańskim HAARP i leży na centralnym pasie Rosji, w głuszy, 150 kilometrów od Niżnogo Nowgorodu. Obiekt należy do Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego, zaliczanego do wiodących w ZSRS. "Surę" tworzy dzisiaj zestaw rdzewiejących, podniszczonych z powodu braku pieniędzy, a mimo to ciągle jeszcze funkcjonujących stojaków. Na placu o powierzchni 9 ha stoją równe szeregi 20-metrowych anten, które od dołu zarastają krzakami. W centrum pola antenowego stoi wielka tuba - źródło promieniowania o wielkości chaty wiejskiej, za pomocą której badane są procesy akustyczne zachodzące w atmosferze. Na brzegu pola znajduje się budynek z nadajnikiem radiowym i podstacją transformatorową, a dalej - blok laboratoryjny i gospodarczy.
"Surę" zaczęto budować jeszcze pod koniec lat 70., a oddano ją do użytku w 1981 r. Dzięki jej unikatowym instalacjom uzyskano nadzwyczaj interesujące rezultaty zachowania się jonosfery. Odkryto m.in. efekt generowania promieniowania o niskiej częstotliwości w czasie modulowania prądów jonosferycznych, nazwany później od imienia inicjatora instalacji efektem Hetmancewa.
Początkowo eksperymenty na "Surze" były finansowane w znacznym stopniu przez resort obrony, ale po rozpadzie ZSRS prace zostały przerwane. Oficjalnie obecne badania mają służyć celom naukowym, a tamtejsi naukowcy uczestniczą w międzynarodowych projektach badania jonosfery.
Zasadnicza różnica pomiędzy "Surą" a HAARP polega na tym, że rosyjskie instalacje leżą na średnich szerokościach geograficznych, a nie polarnych, gdzie występuje zjawisko zorzy polarnej. A przecież na północy schodzą się linie natężenia magnetosfery Ziemi. Oddziałując na nią, można wpływać na stan magnetosfery, co najmniej wywoływać sztuczne zorze polarne, a w skrajnej mierze - doprowadzać do rozstrojenia układów elektronicznych sztucznych satelitów i innej aparatury, a także do "zacinania się" pracy naziemnych systemów elektronicznych.
"Nowyje Izwiestija" zastrzegają się, że mimo osiągnięć rosyjskich naukowców nie opanowali oni jeszcze umiejętności nasyłania huraganów na USA. Wprawdzie - jak zauważa rosyjska gazeta - "badania wzajemnych związków pomiędzy klęskami żywiołowymi a zaburzeniami w jonosferze i magnetosferze nie są w Rosji prowadzone tak szeroko, jak w USA, jednakże są prowadzone".
Na początku lat 80., kiedy "Surę" dopiero zaczęto aktywnie eksploatować, w atmosferze w zasięgu jej działania zaobserwowano interesujące anomalie. Wielu pracowników naukowych widziało dziwne światła, palące się czerwone kule, które wisiały nieruchomo bądź z dużą prędkością przemieszczały się po niebie. Nie było to UFO, a jedynie luminescencja wykształconych tworów plazmy. Na obecnym etapie badanie świecenia jonosfery w czasie aktywnej ingerencji należy do jednej z najważniejszych dziedzin poszukiwań. - Oddziaływanie na pogodę jest możliwe, ale nie w tak wielkiej skali, jak huragany Katrina czy Rita. Ani my, ani oni, na razie nikt nie umie tego robić - tłumaczy szef Naukowo-Badawczego Instytutu Radiofizycznego Jurij Tokariew, wyjaśniając, że instalacjom brakuje odpowiednio dużych mocy. - Nawet tej mocy, jaką w najbliższej przyszłości pragną osiągnąć naukowcy w HAARP, nie wystarczy, aby efektywnie wywoływać klęski żywiołowe - ocenia Tokariew.
Obecnie "Sura" działa około 100 godzin w ciągu roku. Instytutowi brakuje pieniędzy na opłacenie elektryczności koniecznej szczególnie przy eksperymentach wykorzystujących elementy grzewcze. Tylko jeden dzień intensywnej pracy instalacji mógłby pozbawić poligon miesięcznego budżetu. Amerykanie przeprowadzają eksperymenty na HAARP po 2000 godzin rocznie.
W ciągu najbliższych kilku lat HAARP miałby osiągnąć projektowaną moc 3,5 gigawatów, dzięki czemu mógłby zdeklasować siłę "Sury". Rosjanie obawiają się, że tym samym bezpowrotnie utraciliby zdolność do dotrzymywania kroku Amerykanom. Twierdzą oni, że obecnie, pomimo załamania się budżetu w latach 90., wyprzedzają Amerykanów w rozumieniu procesów zachodzących w jonosferze. Rosyjscy pracownicy naukowi zmuszeni są czuwać w nocy, by uchronić swoje instalacje przed złodziejami metali kolorowych.

HAARP: tęsknota za mocą?
Na Alasce w pobliżu miejscowości Gakona znajduje się las anten o 25-metrowej wysokości podłączonych do nadajników o wysokiej częstotliwości radiowej. Cała instalacja zajmuje 15 ha i tworzy HAARP (High Frequency Active Auroral Research Program). Przestrzeń powietrzna nad obiektem została zamknięta dla wszystkich rodzajów samolotów cywilnych i wojskowych. Po wydarzeniach 11 września 2001 r. wokół HAARP rozmieszczono systemy obrony antyrakietowej "Patriot". HAARP został wybudowany w latach 90. wspólnymi siłami marynarki wojennej i wojsk lotniczych USA.
Amerykanie nie ukrywają możliwości systemu, który ponoć można użyć w celach wojskowych na 11 sposobów. Jawne źródła podają, że instalacje są wykorzystywane w celu aktywnego oddziaływania na jonosferę i magnetosferę Ziemi. W konsekwencji mogłoby to doprowadzić do zadziwiających rezultatów. Podobnie jak w Rosji HAARP doprowadza na Alasce do sztucznych zórz polarnych, wywołuje zakłócenia stacji radarowych wczesnego ostrzegania. Jest w stanie łączyć się z okrętami podwodnymi, a nawet lokalizować tajne podziemne kompleksy przeciwnika. Urządzenia radiowe HAARP zdolne są określać położenie ukrytych bunkrów i tuneli pod ziemią, doprowadzać do przepalania urządzeń elektronicznych, rozstrajać satelity.
Opracowane są już technologie oddziaływania na atmosferę doprowadzające do zmiany pogody. Przeciwnicy projektu alarmują, że jakoby HAARP jest wykorzystywany do wywoływania klęsk żywiołowych, potężnych ulew, trzęsień ziemi, powodzi i huraganów porównywalnych z Katriną i Ritą. - Amerykanie ze wszystkich sił dążą do osiągnięcia założonych celów, wypracowują w HAARP nowe technologie oddziaływania na środowisko wokółziemskie i rzeczywiście udało się im uzyskać pewne interesujące rezultaty. Ogrzewanie jonosfery może doprowadzić do wykształcenia sztucznych tworów plazmowych (obłoki plazmowe), istotnie wpływać na pracę rozlicznych systemów radiowych, doprowadzać do sztucznego świecenia nieba w nocy - uważa Tokariew.
Oficjalnie HAARP posiadający własną stronę internetową http://www.
haarp.alaska.edu/haarp/index.html określany jest jedynie jako laboratorium naukowo-badawcze, wykorzystywane w celu poprawienia łączności radiowej. Jednak oponenci ostrzegają, że jego programowi przyświecają cele wojskowe. - USA są już bliskie stworzenia broni geofizycznej. Przestrzeń wokółziemska, jonosfera, magnetosfera mogą znaleźć się pod aktywnym wpływem HAARP, prowokując katastrofy techniczne - ostrzegał były przewodniczący rosyjskiego komitetu ds. obrony Andriej Nikołajew.
Zaniepokojenia amerykańskimi badaniami nie kryje również specjalizujący się w zagadnieniu aktywnego oddziaływania na atmosferę szef Federalnej Służby ds. Hydrometeorologii i Monitoringu Środowiska Naturalnego Walerij Stasienko. - Nieprzypadkowo w ostatnim czasie światowa nauka wprowadziła w obieg termin "pogoda kosmiczna". To współzależność aktywności słonecznej, zakłóceń w magnetosferze i jonosferze Ziemi z tymi procesami, które zachodzą w atmosferze. Zakłócenia w magnetosferze rzeczywiście wpływają na klimat. Dlatego oddziaływując na nie sztucznie za pomocą instalacji o dużej mocy, można wpływać na pogodę, nawet globalnie - ocenił Stasienko.
Działanie broni geofizycznej opiera się na idei oddziaływania na atmosferę za pomocą dostatecznie silnych i skumulowanych fal ultrakrótkich. Mogą one podgrzewać fragment jonosfery, podobnie jak kuchenka mikrofalowa podgrzewa mrożonki. Tak odkształconą warstwę można unosić, odginać, a nawet tworzyć z niej coś na kształt gigantycznych soczewek elektromagnetycznych skupiających promienie słoneczne w określonych punktach.

Niepokój polityków i naukowców
Wyrywkowe informacje nt. eksperymentów meteorologicznych zarówno w USA, jak i w ZSRS nie raz wywoływały skandale polityczne. Również po głośnej powodzi w 2002 r. mówiło się o jej sztucznym wywołaniu. Wówczas parlamentarzyści unijni oskarżali Amerykanów o próby nadszarpnięcia gospodarki UE. Z kolei komisja rosyjskiego parlamentu ds. obrony poddała pod debatę problem zgubnego wpływu na klimat eksperymentów wywołujących zakłócenia w jonosferze i magnetosferze. To właśnie HAARP stał się obiektem zainteresowania deputowanych. - Katastrofalna powódź w Niemczech, Francji i Czechach, trąby powietrzne u wybrzeży Włoch, gdzie trąby nigdy nie występowały, to nic innego, jak zgubne skutki wykorzystywania przez Amerykanów broni geofizycznej - oświadczyła ówczesna deputowana Dumy Tatiana Astrachankina. Przekonywała ona, że broń ta już została skonstruowana i wykorzystana, i będzie dopracowywana, a jej moc wzrośnie kilka razy. Aż 90 rosyjskich parlamentarzystów skierowało wówczas listy do prezydenta Władimira Putina i do ONZ z żądaniem stworzenia komisji międzynarodowej, której zadaniem byłaby kontrola prowadzonych na Alasce eksperymentów.
Zaniepokojenie przeciwników "majstrowania z pogodą" w celach militarnych wywołała seria katastrof technicznych w 2003 r., kiedy doszło do awarii sieci energetycznych o niespotykanym zasięgu. 4 sierpnia 2003 r. w zwykły słoneczny dzień wielka awaria pozbawiła prądu ogromne połacie USA i Kanady. Mimo że nie było przeciążenia sieci, która pracowała na 75 proc. swoich możliwości, doszło tam do nieoczekiwanego wzrostu napięcia przeładowującego system. W niedługim czasie po tym zdarzeniu na półkuli północnej wystąpiła cała seria następujących po sobie awarii: 18 sierpnia w Gruzji, 23 sierpnia w Helsinkach, 28 sierpnia w Londynie, 18 września w Hondurasie, 23 września w Szwecji i Danii, 28 września w północnych Włoszech i 7 października w Wiedniu. Utrzymują oni, że amerykański program badawczy, który miał służyć do wytworzenia tarczy z gorących elektronów w jonosferze w celu ochrony przed atakiem atomowym, jako produkt uboczny przyniósł możliwość sterowania pogodą.
Waldemar Moszkowski

"Nasz Dziennik" 31 X - 1 XI 2005